platforma blogowa portalu echo dnia

WOLNOŚCI CORAZ MNIEJ

Dziś Polska podpisała umowę ACTA, nakładającą obowiązek wprowadzenia do prawodawstwa zasady ścigania z urzędu naruszeń praw autorskich i znaków towarowych. To może prowadzić do cenzury w imię walki z piractwem, więc wywołało protesty. W Kielcach skończyły się one chuligańskimi ekscesami, co było do przewidzenia, bo już Mark Twain pisał: „Kto chce wolności bez zamieszek, chce deszczu bez burzy”.
Młodzi ludzie wyszli na ulicę. Mniej z powodu walki o wolność,  – jak pisze internauta – bardziej dlatego, że widzą w domu, jak wszystko drożeje. Matka z ojcem dwa tysiące zarobi, połowa idzie na opłaty, to za co dzieciak kupi płytę czy pójdzie do kina, jak drugie danie na obiad ma tylko w niedzielę?” Ratuje go tylko Internet.
Ograniczenia wolności obywateli nie tylko sieci mogą dotyczyć. Najwyższa Izba Kontroli zdobędzie uprawnienia, jakich nie ma żadna specsłużba w Polsce. Każdy kontroler NIK będzie mógł zbierać informacje na temat pochodzenia rasowego, preferencji seksualnych, poglądów politycznych, wyznania, a nawet gromadzić dane o DNA, nałogach oraz o stanie naszego zdrowia. Oczywiście, będzie się to działo w imię ochrony prawa, ale rodzi możliwości nadużyć, zwłaszcza wobec krnąbrnych politycznie obywateli, tak samo jak ACTA.
I następny prawny kwiatuszek: “Ustawa o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego” zakłada m.in., że prezydent miasta będzie mógł pełnić jednocześnie funkcję senatora i będzie mu wtedy przysługiwał immunitet. Prezydent będzie nie tylko organem wykonawczym, który wprowadza decyzje rady, lecz również zarządzającym, co oznacza, że niektóre decyzje (nie wiadomo jakie) mógłby podejmować sam. Jeśli nie dostanie absolutorium w sprawie wykonania budżetu, nie trzeba automatycznie przeprowadzać referendum w sprawie odwołania go. Gdyby mieszkańcy chcieli odwołać prezydenta w referendum, będzie to praktycznie niewykonalne, gdyż musi w nim wziąć udział co najmniej tylu samo mieszkańców, co podczas wyborów, by było ważne (obecnie wystarczą trzy piąte).
Władza sięgając po oręż przepisów, po nietykalność, ignorując konsultacje społeczne, grubymi nićmi prawo szyje. Oby się tylko nie przeliczyła, bo internetowy protest pokazał, że społeczeństwo ma dość, że frustracja ogarnia coraz więcej grup społecznych. Gniew narasta nie tylko wśród tych, którzy w wyniku transformacji ustrojowej doznali biedy, ale i tych, co czują się politycznie wykluczeni. Nie widzą żadnej partii broniących podstawowych wartości, które sobie cenią. Następny masowy protest, zapowiedziany na 28 stycznia, tym razem  przeciwko wysokim cenom paliw w Polsce, może być bardziej dramatyczny w przebiegu i skutkach, niż ten internetowy.

HONOROWI, CZASEM PRZYPADKOWI

„Honorowi Obywatele Kielc” – właśnie im poświęcono kolejne spotkanie Klubu “Nad Silnicą”, na które w sobotni ranek przyszło do Muzeum Historii Kielc około 50 osób.
Wbrew pozorom bez emocji przeszła informacja, że honorowy tytuł przyznano 19 radzieckim żołnierzom, o których przez 45 lat mówiono jako o wyzwolicielach miasta spod hitlerowskiej okupacji, a później, 17 września 1990 roku, z udziałem kieleckich radnych Jerzego Jarmołowicza, Romana Strzębały i Zygmunta Pęksyka  rozwalono poświęcony im pomnik. Natomiast fakt, iż tytuł ten ma nadal Aleksander Kwaśniewski wywołał trochę nieprzychylnych komentarzy. Prelegentka Henryka Wieczorek lała oliwę na wzburzone fale przypominając, iż mieszkańcy odwdzięczyli mu się za to, że dotrzymał danego im na wiecu słowa: „Obiecuję, że zawetuję każdy projekt podziału kraju… gdzie Kielce nie będą odgrywały centralnej roli i zgłoszę własny projekt, aby te aspiracje uwzględnić. Kielce powinny być stolicą nowego województwa”.
Niestety nikt nie umiał odpowiedzieć na pytanie, czy generałowi Tadeuszowi Adamowi Kasprzyckiemu, dowódcy Pierwszej Kompanii Kadrowej Legionów Polskich nadano w czasach międzywojennych tytuł Honorowego Obywatela Kielc i czy były zakusy, by jak w innych miastach, przyznać je Hitlerowi i Stalinowi. Może odezwą się czytelnicy, historycy, by te wątpliwości wyjaśnić.
W każdym razie tytuł Honorowego Obywatela Kielc uzyskali: marszałek Józef Piłsudski (1921), 4 Pułk Piechoty Legionów (1928), 2 Pułk Artylerii Lekkiej Legionów (1933), pułkownik, polityk, dyplomata Józef Beck (1934), marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz (1936), 19 radzieckich żołnierzy (w 1968 przyznano tytuł jednej osobie, w 1975 – 3, w 1980 – 15), westerplatczyk Leon Pająk (1983), pisarz Gustaw Herling – Grudziński (1991), twórca teatralny Leszek Mądzik (1998), prezydent RP Aleksander Kwaśniewski (1999), papież Jan Paweł II (2003), ostatni Prezydent na Uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski (2009).
Nasza historia zataczała się od ściany do ściany, od prawa do lewa. Bardziej dzieliła ludzi niż łączyła. Przydawała hojnie zasług jednej stronie, gdy drugą z nich odzierała. Jednych lansowała na bohaterów, innych pozostawiając w ich cieniu. Jak jest teraz? Kto powinien dostać honorowe obywatelstwo Kielc. Czy radni sami powinni decydować o kandydaturach? I jeszcze jedno, sygnalizowałam już z 10 lat temu, że Kielce nie wpisują w oficjalna pamięć swych najlepszych obywateli. Nie ma galerii zasłużonych, kroniki wydarzeń. Pozostaje doroczna Nagroda Prezydenta Miasta. To chyba za mało.

NOWY ROK A W PARTIACH KOTŁUJE SIĘ PO STAREMU

 Spotkań opłatkowych była moc. Ile składano sobie szczerych życzeń, nie wiem. Zwłaszcza, że u progu Nowego Roku w żadnej partii nie będzie spokoju pod oliwkami.

Prezydent Wojciech Lubawski, ręka w rękę z biskupem ugrał przed świętami swoje, radni klepnęli podatki i projekt budżetu na 2012 rok. Rykoszetem jednak, podczas wojny o pietruszkę, czwórka kieleckich radnych: Dariusz Kozak, Renata Wicha, Mariusz Goraj oraz Jarosław Karyś została wykluczona z Prawa i Sprawiedliwości. To skutek tego, że nie posłuchali pełnomocnika okręgowego PiS w regionie świętokrzyskim, Krzysztofa Lipca i nie zagłosowali zgodnie z jego sugestiami. Radni odwołali się od tej decyzji, deklarują, że chcą zostać w PiS, ale trafili w zły czas, gdyż w okręgu trwa walka o władzę. Scenariusze mogą być więc takie, albo pokazując moc Krzysztofa Lipca utrzymana zostanie decyzja o wykluczeniu całej czwórki, albo w myśl zasady: dziel i rządź na łono partyjne wrócą dobrze postrzegani w niej Dariusz Kozak i Renata Wicha, a Mariusz Goraj i Jarosław Karyś zostaną pozostawieni sami sobie. Jeden z internatów poszedł dalej: „Radni zostaną przywróceni do łask w PiS-ie, a usuną K. Lipca, szefostwo przejmie B. Gosiewska, a dyrektorem będzie J. Barański i wszystko wróci do normy jak przed B. Kempą. Zapomniałem jeszcze o J. Włosowiczu iG.  Banasiu, którzy wykopią B. Kępę z Solidarnej Polski, która to zrobiła pełnomocnikiem “SP” J. Włosowicza, ale jaja XXI Wieku”. No tak, ale nie tylko w PiS wszystko jest możliwe.

W pozornie spokojnym dotychczas w województwie świętokrzyskim Polskim Stronnictwie Ludowym też się kotłuje, gdyż opornie, ale konsekwentnie odsuwani są od wieloletnich wpływów starzy wyjadacze. Tu linia podziału przebiega między obecnym marszałkiem Adamem Jarubasem, a byłym marszałkiem, obecnie sekretarzem Naczelnego Komitetu Wykonawczego PSL i przewodniczącym Rady Powiatu Kieleckiego Józefem Szczepańczykiem. Po wyborach parlamentarnych krążyły pogłoski, że J. Szczepańczyk przymierzany jest na dyrektora któregoś z ministerialnych departamentów, potem mówiono, że zostanie wicewojewodą. Zapytałam go na spotkaniu opłatkowym ile w tych plotkach prawdy? – Jeśli bym miał grać, to o całą pulę – odparł nie kryjąc politycznych aspiracji, ale też nie precyzując, co cala pula oznacza, stanowisko wojewody, marszałka, szefa regionalnego partii?… W każdym razie coś na rzeczy jest w plotkach, że gdyby tylko Józef Szczepańczyk gdzieś awansował, to  Rada Powiatu Kieleckiego uchwaliłaby wotum nieufności wobec wywodzącego się z Platformy Obywatelskiej starosty Zdzisława Wrzałki i próbowała wstawić tam z powrotem wicestarostę z PSL Zenona Janusa.

Tylko, że takiego manewru PO nie puściłaby płazem. Starosta Zdzisław Wrzalka z wiceprzewodniczącą Rady Powiatu z ramienia PO Renatą Janik walczą o wpływy tej partii w powiecie kieleckim, a to niemały polityczny rynek. Drugim takim rynkiem jest miasto Kielce, w którym PO wygrywa wybory, choć przedstawicielstwo w samej Radzie Miasta ma cieniutkie, zaledwie czwórka radnych na 25. No, ale w tej partii też ciągle toczy się podskórna walka o władzę, nie pozwalająca skoncentrować się na umacnianiu struktur. Szefowa partii, Marzena Okła- Drewnowicz znalazła wsparcie w centrali, ale poseł Konstanty Miodowicz, który jest w Sejmie już piątą kadencję, też ma tam swoich zwolenników. Postawił na swoim i wojewoda Bożentyna – Pałka – Koruba została na drugą kadencję na stanowisku, choć były zakusy, by obsadzić kogoś mniej ekspansywnego, nie zagrażającego liderom w kolejnych wyborach.

Na świętokrzyski Sojusz Lewicy Demokratycznej wypadałoby spuścić zasłonę miłosierdzia. Chyba, że powiedzie się europoseł Joannie Senyszyn styczniowa próba zwołania i porozumienia sprzymierzeńców lewicy w regionie. Partyjni weterani jednak mówią, że najpierw SLD musi przegrać doszczętnie wybory, pozbyć się tych, co „wykupili abonament na samorządowe mandaty” i budować nową organizację nie na zgliszczach, a na zupełnie nowych fundamentach.

Co do Ruchu Palikota, to on wciąż w regionie jest w fazie rozbudowy, czyli na razie nie ma rozgrywek odbijających się na partyjnej kondycji.

PiS STRZELIŁO SOBIE W STOPĘ

Prawo i Sprawiedliwość nie ma już ani jednego członka partii w Radzie Miasta Kielce. To skutki bezmyślnego strzału we własną stopę.

Świętokrzyski pełnomocnik PiS, poseł Krzysztof Lipiec wrócił w piatek z Warszawy i powiadomił media, że czworo kieleckich radnych: Mariusz Goraj, Jarosław Karyś, Dariusz Kozak, Renata Wicha straciło członkostwo w PiS. Podpadli oni, gdyż na czwartkowej sesji Rady Miasta głosowali przeciw podwyżce komunalnych podatków, mimo że pełnomocnik wydał inne zarządzenie. Polecił on radnym, aby zagłosowali za podwyżką podatku od nieruchomości dla przedsiębiorców, a równocześnie zgłosili poprawkę wycofującą podwyżkę takiego podatku od osób fizycznych.

Gdy szef świętokrzyskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej pozbywał się kolegów – konkurentów, to przynajmniej zachowywał pozory i poddani byli oni sądowi partyjnemu. A w PiS demokracja jest wtedy, gdy członkowie, za cenę swej godności, ukrywania własnych opinii, zgadzają się z szefami. Jak widać nie każdemu taki klimat odpowiada. Szacunek dla tych radnych, którzy mieli dość wodzenia za nos i ujawnili własne zdanie. I szacunek dla prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego. Teraz wiemy, kto w lokalnym Pis naprawdę rządzi.

BALANSUJĄCY RADNI PiS

Karkołomną ewolucję przechodzą, a właściwie ekwilibrystykę uprawiają kieleccy radni z Prawa i Sprawiedliwości. Najpierw jedli z ręki senatorowi Grzegorzowi Banasiowi. Gdy okazało się, że ma swoje zdanie o postępowaniu prezesa PiS i opuszcza partyjne szeregi, nagle został sam. Oddanie rajców zwróciło się więc ku rozdającej karty pełnomocnik okręgowej Beacie Kempie. Ona też nie pochwalała polityki prezesa i musiała opuścić szeregi PiS. Początkowo były wśród samorządowców z PiS rozterki, skłaniać się ku poseł Beacie Gosiewskiej czy raczej trzymać z posłem Krzysztofem Lipcem? Kiedy wyszło na jaw, że właśnie jemu prezes powierzył wojewódzką władzę, zdawało się, że wreszcie balansowanie się skończy. Nic bardziej mylnego. Prezes PiS zawitał do Kielc, porozmawiał w cztery oczy z prezydentem Wojciechem Lubawskim i teraz radni PiS mieli uczynić kolejną woltę, wejść w związek, do którego miało nie dojść. Bo jakże uczynić inaczej, skoro sam biskup kielecki błogosławił takiemu mariażowi nie zważając czy uczestniczono w naukach przedmałżeńskich, czy nie. A jednak radni na czwartkowej sesji nie poddali się prezesowskiej presji. Ponoć będą wobec nich jakieś restrykcje, jak dla klasy, która uciekła z lekcji.

Żeby była jasność. Nie kwestionuję tego, że trzeba ratować miejskie finanse, aby dokończyć miastotwórcze inwestycje. Ale nie po raz pierwszy brak konsultacji na etapie powstawania wydatków powoduje podejmowanie decyzji pod presją, co nie stawia w komfortowej sytuacji ani radnych ani prezydenta Kielc.

 

RADA TO NIE AZYL. A PREZYDENT NIE MOŻE SIĘ OBRAŻAĆ JAK DZIECKO

Niebezpieczna dla Kielc sytuacja powstała w Radzie Miejskiej. Konflikt prezydenta Wojciecha Lubawskiego z radnymi nikomu nie wyjdzie na dobre. Historia naszego samorządu pokazuje, że ilekroć od 1990 roku radni zabierali się do wojenki, tylekroć przegrani byli po obu stronach. Mało która władza w ratuszu miała tyle spokoju, jak obecna i to ją rozpieściło.

Wojciech Lubawski płaci za to, że bardziej liczył się z głosem swych zauszników, niż opinią ulicy. Jest prezydentem gabinetowym, a dwór wegetujący przy nim już trzecią kadencję skwapliwie  ową postawę wykorzystuje, tworząc atmosferę oblężonej twierdzy – oni, czyli media i forumowicze nam dokładają, to my ich nie będziemy słuchali, czytali, oglądali… W tej sytuacji wielkim odkryciem dla miejskich decydentów staje się, że budki kwiaciarek usytuowane tuż pod nosem magistratu są szpetne, drzewa wycina się bezlitośnie, Grabinę zabudowuje bezkarnie, a kosztowne latarnie są niczym kwiatek do kożucha.

Fakt, nie popełnia błędów ten, który nic nie robi. Próżniactwa Wojciechowi Lubawskiemu zarzucić nie sposób. Znakomicie wykorzystał unijną szansę, Kielce za jego czasów dokonują skoku cywilizacyjnego, obietnice wyborcze są spełniane. Tylko, że trzeba za nie zapłacić. I tu zaczynają się schody. Niektóre z wydatków wyglądają na nieuzasadnione. Czy miasto, które przy deptaku wychwalanym w Polsce, nie dorobiło się przez 9 lat porządnych, publicznych toalet stać na Design Centrum Kielce? Już słyszę głosy: – Proszę nie sprowadzać sztuki do parteru. A dlaczego nie? Off Fashioon okazało się promocyjnym strzałem w dziesiątkę, może to centrum także będzie, ale w chwili, gdy pętla zadłużenia zaciska się na miejskiej szyi, nie ma sensu otwieranie kolejnych placówek do utrzymania, najwyższa pora zapytać mieszkańców, z czego gotowi są zrezygnować, a z czego nie. Tymczasem takie pytania ze strony decydentów w fazie projektów nie padały. Dopiero w czasie finansowania przedstawiane są instrumentalnie traktowanym radnym jako propozycje nie do odrzucenia.

„- Argumenty nie trafiają do radnych, oni mają swoje gremia partyjne, w których zapadają decyzje. Dopóki to się nie zmieni, nie będę po prostu chodził na sesje – oświadczył prezydent Kielc Wojciech Lubawski dziennikarzom po tym, jak po raz trzeci przepadł jego pomysł, by podnieść w mieście podatki od nieruchomości. No ręce opadają, jak się słyszy coś takiego.

Ja też nie uznaję tej rady za dobrego przedstawiciela mieszkańców. Z latami samorząd przestał być gremium społeczników. Stał się w wielkiej części azylem dla tych, co boją się odwołania ze stanowisk, źródłem diet, odskocznią do parlamentarnych i zawodowych karier. Ale o składzie rady zdecydowali demokratycznie ci, którzy poszli glosować. Mogli mieć w samorządzie bezpartyjnych reprezentantów, gdyby zebrali stosowną liczbę podpisów. Nie zrobili tego, widać obecny układ im odpowiada. I prezydent musi się z nim liczyć, zwłaszcza, że on też został wybrany w podobny sposób. Tyle, że w konflikcie z Wojciechem Lubawskim radni nie są bez winy. Najczarniejsze karty w historii kieleckiego samorządu przypomniała sesja, na której główna debata, w obliczu kryzysu miejskich finansów, dotyczyła pogróżek wobec radnej, domagającej się zweryfikowania wydatków na klub Korona. Nie ma interpelacji i wniosków niejawnych, miały one prawo trafić do opinii publicznej. Gdy padły pod adresem piłkarskiego klubu wiadomo, jakiej reakcji kibiców można się było spodziewać. Jakoś radni nie debatowali o tym, co wypisuje się na forach i czym grozi prezydentowi Wojciechowi Lubawskiemu, który masę, często niepopularnych decyzji podejmuje na co dzień. Musiał z tym problemem uporać się sam, wystarczy spojrzeć w Internet, by stwierdzić, że z miernym skutkiem.

MILCZENIE POLITYKÓW

Premier wygłosił swoje expose a świętokrzyscy politycy, poza tymi z Prawa i Sprawiedliwości, milczą. Przed wyborami pojawiali się wszem i wobec, najmniejsze spotkania urastały do pierwszorzędnego wydarzenia. Teraz, kiedy wypadałoby zabrać głos, powiedzieć jak zamiary władzy mają być wprowadzane w życie na szczeblu lokalnym, ani widu ani słychu, żadnych konferencji prasowych, nic, jakby partyjni luminarze zapadli się pod ziemię.

Jedynie liderzy PiS demonstrowali swoje niezadowolenie przed gmachem ZUS, gdy Donald Tusk zapowiedział zaciskanie pasa. Gremialnie też stawili się na marszałkowskiej konferencji dotyczącej kondycji szkolnictwa zawodowego, gdzie przykładnie siedzieli przez dłuższy czas słuchając, co przedstawiciele oświaty mają do powiedzenia. Tyle, że ich opinie po przegranych wyborach nie mają wpływu na strategiczne posunięcia władz.

Nie słychać natomiast, by w regionie dawał o sobie znać głośny w Sejmie i rozwijający się liczebnie w terenie Ruch Palikota. Od świętokrzyskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej nikt za wiele nie oczekuje, gdyż obumiera on, sadząc po frekwencji na partyjnych spotkaniach.

Wypadałoby, aby kolacja rządząca, czyli PO i PSL puściła wreszcie farbę, co do przymiarek kadrowych, bo w urzędach wszelkiej maści o niczym innym się nie mówi, tylko czy będą cięcia w administracji, czy nie, a jeśli już, to jakie i kogo dotkną? Wydawało się, że obsada stanowiska wojewody jest pewna, teraz mowa o korpusie wojewodów i stan zawieszenia trwa. Kuratoria oświaty miały być likwidowane, a powołano wicekuratora, czy to znaczy się, że instytucja przetrwa? Nie wiadomo. Co rusz słychać, że będą zmiany na stanowiskach dyrektorów zadłużonych szpitali, ale formalnego potwierdzenia nie ma. Trendy przy obdzielaniu funkcjami też nie są jednoznaczne. Z jednej strony zwalnia się dyrektora centrum ratownictwa, bo wiekowy, z drugiej powołuje na 6 lat prezesa instytucji kontrolnej, który osiągnął wiek emerytalny. Nawet swój czuje się w tej sytuacji nieswojo :)

KONSEKWENCJE INDYWIDUALNYCH WYBORÓW

No, to mamy świętokrzyskie konsekwencje indywidualnych wyborów po wyborach, które osłabią i tak mierną pozycję naszych parlamentarzystów na forum krajowym. Powodują one też, że lokalni politycy znów koncentrują się na rozgrywkach wewnętrznych, zamiast na tym, co obiecywali elektoratowi. Żeby było jasne, nikt nikomu nie odmawia prawa do zmiany ugrupowania czy rezygnacji z mandatu. Sprawa byłaby czysta, gdyby o swej decyzji poinformował przed wyborami.

Beata Kempa, dotychczasowa szefowa Prawa i Sprawiedliwości w Świętokrzyskiem, weszła do klubu posłów “Solidarna Polska” i lada chwila zostanie wykluczona z partii. Przedtem lider listy i przewodniczący Rady Wojewódzkiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej Sławomir Kopyciński zrejterował do Ruchu Palikota. A marszałek Adam Jarubas z Polskiego Stronnictwa Ludowego nie objął mandatu, oddając go słabszemu koledze.

Chaos w PIS

Te posunięcia pokazują, jak się robi w bolo wyborców, którzy głosowali, aby ich ugrupowanie było najsilniejsze. W zamian mają chaos w świętokrzyskim Prawie i Sprawiedliwości, bo posłowie PiS, radni i inni oficjalni wielbiciele Beaty Kempy wszem i wobec się teraz od niej odcinają, aby mieć gwarancję, że znów na jakimś nośnym nazwisku, mimo marnego wyniku głosowania, wdrapią się do Sejmu i samorządów. Z tym odcinaniem się też jest problem, bo nikt w PiS-ie po rozłamie nie jest pewien, czy w perspektywie czteroletniej kadencji  trzymać z Jarosławem Kaczyńskim, czy ze Zbigniewem Zbiorą. Jedno za to jest pewnie, lepiej nie podpadać kolejnej „żelaznej damie” w szeregach partii, Beacie Gosiewskiej, która lada chwila zostanie regionalną szefową.

SLD oddaje krew

Świętokrzyskie SLD szło do wyborów pod hasłem: „Wiemy co trzeba zmienić”, ale nie jest w stanie zmienić nawet swej kieleckiej strony internetowej, na której czas zatrzymał się 29 września, gdy informowano „Oddajemy krew”. No i oddali jej sporo Palikotowi, ale wbrew skutecznym, starym metodom leczenia, upuszczenie krwi nie uzdrowiło sytuacji. Skoro według statutu sekretarz RW SLD Roman Szular nie mógł pełnić obowiązków przewodniczącego świętokrzyskiej organizacji, to funkcja do czasu wewnątrzpartyjnych wyborów trafi się któremuś z zastępców, a tu nazwiska mamy takie: Ryszard Barwinek, Józef Grabowski, Piotr Nowaczek, Andrzej Nowak, Przemysław Pakuła. Lokalnie wiadomo o kogo chodzi, ale nośnymi filarami na rynku politycznym to ci następcy – zastępcy nie są. Dwójka kandydatów do ewentualnego dowodzenia świętokrzyskim Sojuszem sięga w górę, do Warszawy. Europosłanka Joanna Senyszyn chce kandydować na szefa Sojuszu Lewicy Demokratycznej a Andrzej Szejna na wiceprzewodniczącego partii do spraw gospodarczych. O wszelkie komentarze dotyczące świętokrzyskiego SLD proszony jest więc były poseł Henryk Milcarz, jako ten, który nie opuszcza tonącego okrętu, lecz on ma na głowie kierowanie firmą, więc szefa przyjdzie szukać gdzie indziej. Młodzi z SLD narzekają, że starzy przeszkadzają im się wybić, ale w przeciwieństwie do młodzieżówki z Platformy Obywatelskiej, ich wystąpień publicznych nie widać. Pozostali działacze aparatu SLD byli autorami wyborczej klęski, więc też mało kto na nich postawi. Zwłaszcza, że konkurowanie z Ruchem Palikota będzie trudne. Nie ma co się pocieszać sondażami rokującymi mu mniejszą liczbę zwolenników. Nie każdy się do popierania  ugrupowania antykościelnego oficjalnie przyznaje, ale wielu jest za nim. Racja Polskiej Lewicy też chyba się tu skieruje, gdyż ma w Januszu Palikocie zdecydowanego przywódcę, a nie takiego, jak Grzegorz Napieralski, co w stosunkach z kościołem chciałby zjeść ciastko i je mieć.

Kto będzie wojewodą?

Świętokrzyska Platforma Obywatelska jakoś tym razem przed rozłamami się uchroniła, szefowa partii, Marzena Okła – Drewnowicz umocniła swoją pozycję, przeciwnicy zamienili się w zwolenników, aby ich nie wymiksowano z gry. Ciekawe jednak, kto będzie wojewodą kieleckim? Od pretendentów z PO aż się roi. Ale debiutująca w wyborczych szrankach, bezpartyjna, choć popierana przez PO Bożentyna Pałka – Koruba krzyżuje im plany. Osiągnęła świetny wynik startując do Senatu – 35 735 głosów, pokonując takich starych politycznych wyjadaczy jak Stanisław Góźdź – 35 430 głosów, Wojciech Borzęcki, PiS – 31 979, Tadeusz Kowalczyk PSL – 29 906. Kolegów z PO też zostawiła w tyle, Andrzej Zoch uzyskał 26 207 głosów, a Michał Okła popierany przez PO – 18 688 głosów. Wypadałoby więc panią wojewodę zostawić w spokoju, lecz nie wszyscy lubią, jak im konkurencja pod nosem rośnie.

Pretendentów wielu  

W Polskim Stronnictwie Ludowym pozorna cisza. Kadrowo się jednak pod pokrywką się gotuje. Na poniedziałkowej sesji Sejmiku  trzeba wybrać przewodniczącego, porozmawiać jak będzie obsadzony Świętokrzyski Zarząd Dróg, Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, co dalej z chwiejącym się na nogach Świętokrzyskim Centrum Onkologii. Marszałek Adam Jarubas ma niełatwy orzech do zgryzienia, bo podobnie jak w PO, pretendentów do obsadzania stanowisk wielu, a ławka profesjonalistów krótka.

 

LAMENT ŚWIĘTOKRZYSKI

Stowarzyszenie “A nam się chce!”  zaproponowało mi, abym napisała Lament Świętokrzyski, wykorzystując listę narzekań zebranych wśród kielczan. Zastrzeżenie było jedno – nie mieszać do tekstu polityki, ma być o sprawach przyziemnych. Poza tym, “ma to się dać zaśpiewać”. Połączone chóry wraz z klientami galerii Echo wykonały w piątek wieczorem ten absolutnie amatorski utwór.  Podejrzewam, że czytelnicy dodali by od siebie testy bardziej kwieciste i soczyste. Zachęcam do pisania dalszej części lamentu, z tym, że na moim blogu może być on polityczny, jak najbardziej, ale oczywiście nie naruszający niczyich dóbr osobistych i osadzony w lokalnych realiach. Zapraszam do lamentowania.

LAMENT ŚWIĘTOKRZYSKI

Od Kielc do Chęcin, od Słupi do Niekłania
słyszy się u nas same narzekania.
Na czas co umyka, na punkcie diety bzika,
na mrówki faraona, na zgniłe winogrona.
Na psy szczekające, na koty marcujące,
na kłótliwe rodziny, na kruche wodne kurtyny.
Na buraki w keczupie, na oczko tłuszczu w zupie,
na wieczne stanie w korkach, no i na koty w workach.
Na buty bardzo ciasne, mieszkanie wciąż nie własne,
skarpetki nie do pary, zamglone okulary,
no i wścibską teściową, niezdrową pasztetową,
wyrodne, głośne dziatki i brudne w blokach klatki.

refren:
Oj joj joj – źleeeeeeee, w Wąchocku czy na Czarnowie
Oj joj joj – źleeeeeeee, w Pińczowie i na Dąbrowie.
Oj joj joj – źleeeeeeee, ale może być jeszcze gorzej.
Oj joj joj – źleeeeeeee, czy wstanę, czy się położę.

Dodajmy do tej listy
rzeczy tak oczywiste:

Że za głośno, za cicho, za zimno, za gorąco.
Za mało cukru w cukrze, za dużo słońca w słońcu.
Za wiele pracy w pracy, za mało zysków za to.
Za szybko jesień idzie, za mokre było lato
Za dużo kierowników, za mało hydraulików,
Wyjeżdża się za chlebem, choć chleb bywa na śmietniku.
Długi weekend za krótki, od świąt do świąt za daleko.
Śliwki mają robaki i kożuch jest na mleku.
Że partner tańczyć nie umie, że brzydkie zdjęcia w albumie
mąż chrapie jak parowóz, syn spóźnia się na autobus,
że dziewczyna nie kocha, a z żony jest tłuściocha,
dochody nie dochodzą, kielczanie się nie rodzą.

refren:
Oj joj joj – źleeeeeeee, za drogi jest dentysta.
Oj joj joj – źleeeeeeee, za tłusty jest nudysta.
Oj joj joj – źleeeeeeee, za dużo kałuży po burzy.
Oj joj joj – źleeeeeeee, za bardzo nam wódka nie służy.

Na domiar tego wszystkiego
Padają pytania DLACZEGO?

Dlaczego tyle lodu w każdym filecie rybnym?
Dlaczego więcej ludzi niż grzybów w lesie grzybnym?
I nie ma demokracji, bo mąż rządzi pilotem.
Trawniki na osiedlach kosi się rano w sobotę.
Automat do biletów wciąż drobnych nie posiada,
a córka przez komórkę fortunę znów wygada!
Dlaczego włosy się łamią, dlaczego pierzchną usta?
Czemu dla męża i dzieci lodówka jest zawsze pusta?
Dlaczego każdy obcas w kieleckim deptaku znika?
I szalet za daleko, więc piwosz w bramie sika?
Dlaczego nikt nie prosi do tańca na dansingu?
Dlaczego wyszły nici z miejskiego monitoringu?

refren:
Oj joj joj – źleeeeeeee, dzieci za szybko rosną!
Oj joj joj – źleeeeeeee, grypa przychodzi wiosną!
Oj joj joj – źleeeeeeee, brud zamiast rybek w Silnicy!
Oj joj joj – źleeeeeeee, i suche drzewka w donicy!

Te wszystkie narzekania
Kolejne wywołują łkania:

Że w lasach porzucone butelki są i puszki,
że nie czytamy dzieciom bajeczek do poduszki,
więc czytelnictwo spada, a rośnie cholesterol,
bo my wolimy zrazy od wieczornego spaceru.
Na Pieśniobraniu za szybko kończą się ludziom śpiewniki!
A na maturze fatalnie wypadły uczniom wyniki
Na dworcu kieleckim jakoby zawsze za mocno wiało
I ścieżek rowerowych przybywa w mieście za mało.
Że śmierdzi kukurydzą i dzwonią komórki w kinie
i wszystkie dobre imprezy są o tej samej godzinie.
Że w totolotku zwykle mamy wielkiego pecha,
że człowiek do człowieka za rzadko się uśmiecha

refren:
Oj joj joj – źleeeeeeee, nie nam stawiają pomniki
Oj joj joj – źleeeeeeee, przezywają nas scyzoryki
Oj joj joj – źleeeeeeee, ludzie za mało śpiewają
Oj joj joj – źleeeeeeee, za dużo wciąż narzekają

KOPYCIŃSKI OPUSZCZA TITANIC?

Sławomir Kopyciński – poseł i szef świętokrzyskiego SLD opuścił szeregi swojej dotychczasowej partii i przejdł do Ruchu Palikota. Echu wyjaśnił: – W środę odbyło się posiedzenie klubu posłów SLD na którym się pojawiłem. Na przewodniczącego zgłoszono kandydatury Leszka Millera i Ryszarda Kalisza – dla mnie to tak jak wybór między dżumą a cholerą. W związku z tym opuściłem posiedzenie, nie wziąłem udziału w głosowaniu.
Motywacji będzie podanych pewnie jeszcze wiele, prawda jest jedna.

Szef świętokrzyskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Sławomir Kopyciński opuścił partię, która poniosła sromotną porażkę w wyborach, a on był jej współautorem. Partyjne pieniądze wydał głównie na swoją kampanię, dopiął tego, aby umieszczono jego nazwisko na na pierwszym miejscu listy, został posłem i wypiął się na wyborców SLD,  na ugrupowanie, które wyniosło go do władzy. Gdyby w ramach protestu przeciw reliktom z wierchuszki  SLD opuścił klub i został posłem niezależnym, byłoby to do przyjęcia. A tak… Niech się strzeże Jan Cedzyński z Ruchu Palikota. Nie jest już świętokrzyskim jedynakiem ze swego ugrupowania w parlamencie. Bój o jedynkę na liście w następnych wyborach może być ostryl i zacznie się zaraz.