WOLNOŚCI CORAZ MNIEJ
Dziś Polska podpisała umowę ACTA, nakładającą obowiązek wprowadzenia do prawodawstwa zasady ścigania z urzędu naruszeń praw autorskich i znaków towarowych. To może prowadzić do cenzury w imię walki z piractwem, więc wywołało protesty. W Kielcach skończyły się one chuligańskimi ekscesami, co było do przewidzenia, bo już Mark Twain pisał: „Kto chce wolności bez zamieszek, chce deszczu bez burzy”.
Młodzi ludzie wyszli na ulicę. Mniej z powodu walki o wolność, – jak pisze internauta – bardziej dlatego, że widzą w domu, jak wszystko drożeje. Matka z ojcem dwa tysiące zarobi, połowa idzie na opłaty, to za co dzieciak kupi płytę czy pójdzie do kina, jak drugie danie na obiad ma tylko w niedzielę?” Ratuje go tylko Internet.
Ograniczenia wolności obywateli nie tylko sieci mogą dotyczyć. Najwyższa Izba Kontroli zdobędzie uprawnienia, jakich nie ma żadna specsłużba w Polsce. Każdy kontroler NIK będzie mógł zbierać informacje na temat pochodzenia rasowego, preferencji seksualnych, poglądów politycznych, wyznania, a nawet gromadzić dane o DNA, nałogach oraz o stanie naszego zdrowia. Oczywiście, będzie się to działo w imię ochrony prawa, ale rodzi możliwości nadużyć, zwłaszcza wobec krnąbrnych politycznie obywateli, tak samo jak ACTA.
I następny prawny kwiatuszek: “Ustawa o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego” zakłada m.in., że prezydent miasta będzie mógł pełnić jednocześnie funkcję senatora i będzie mu wtedy przysługiwał immunitet. Prezydent będzie nie tylko organem wykonawczym, który wprowadza decyzje rady, lecz również zarządzającym, co oznacza, że niektóre decyzje (nie wiadomo jakie) mógłby podejmować sam. Jeśli nie dostanie absolutorium w sprawie wykonania budżetu, nie trzeba automatycznie przeprowadzać referendum w sprawie odwołania go. Gdyby mieszkańcy chcieli odwołać prezydenta w referendum, będzie to praktycznie niewykonalne, gdyż musi w nim wziąć udział co najmniej tylu samo mieszkańców, co podczas wyborów, by było ważne (obecnie wystarczą trzy piąte).
Władza sięgając po oręż przepisów, po nietykalność, ignorując konsultacje społeczne, grubymi nićmi prawo szyje. Oby się tylko nie przeliczyła, bo internetowy protest pokazał, że społeczeństwo ma dość, że frustracja ogarnia coraz więcej grup społecznych. Gniew narasta nie tylko wśród tych, którzy w wyniku transformacji ustrojowej doznali biedy, ale i tych, co czują się politycznie wykluczeni. Nie widzą żadnej partii broniących podstawowych wartości, które sobie cenią. Następny masowy protest, zapowiedziany na 28 stycznia, tym razem przeciwko wysokim cenom paliw w Polsce, może być bardziej dramatyczny w przebiegu i skutkach, niż ten internetowy.

